Poczuł
jej oszałamiający zapach, gdy tylko przekroczył próg ich apartamentu. Zamknął
drzwi wciskając klawisz na cyfrowym urządzeniu, które znajdowało się na ścianie
przy wejściu. W przedpokoju panował półmrok, mimo że było południe. Kwatera
główna Zakonu znajdowała się w piwnicach ogromnego gmachu. Było to idealne
zabezpieczenie dla wszystkich członków Zakonu, dla których promieniowanie
ultrafioletowe było zabójcze.
Lucan oparł się plecami o drzwi i
zaciągnął się jej jaśminowym zapachem. Poczuł jak członek powoli zaczyna mu
twardnieć. Okropnie tęsknił za swoją Dawczynią życia. Właśnie wrócił z
dwutygodniowej misji na Alasce. Razem z Kadem, Teganem, Brockiem i Hunterem
tropili Prastarego, który uciekł z niewoli i stanowił ogromne zagrożenie dla
Rasy. On i Tegan wrócili do Bostonu, reszta zespołu została i kontynuowała misję.
Rio i Chase pojechali, by zastąpić Lucana i Tegana. Obaj mieli Dawczynie życia,
które kochali nad życie.
***
Gdy tylko dojechali do kwatery,
jak najszybciej pokonali dystans od samochodu do wejścia. Zaraz po
przekroczeniu progu, zaczęli zdejmować skafandry, które chroniły ich przed promieniowaniem
słonecznym. Od razu skierowali się do zbrojowni i po kilku sekundach byli wolni
od uzbrojenia. Nie odzywali się do siebie od kiedy przekroczyli próg kwatery.
Lucan widział w oczach przyjaciela tęsknotę za swoją partnerką Elise, mimo iż
Tegan nie zwykł okazywać na co dzień emocji.
- Spadam – syknął, rzucając na
stół nóż, który miał w cholewce buta.
Obrócił się na pięcie i ruszył
wampirzym tempem do swojego apartamentu, by przywitać się ze swoją kobietą.
Lucan uśmiechnął się pod nosem.
Ułożył broń na półkach i odłożył nóż Tegana do pokrowca. Sprawdził godzinę na
telefonie. Była dwunasta trzydzieści. Gabrielle pewnie smacznie spała.
Dawczynie życia, które były partnerkami członków Zakonu przestawiły się na
nocny tryb ich partnerów. Południe było teraz odpowiednikiem północy. Dzień
przesypiały, a funkcjonowały w nocy.
Dawczynie życia Lucana i Tegana
nie miały pojęcia, że ich mężczyźni wrócili. Miała to być słodka niespodzianka.
Przywódca zakonu ruszył
korytarzem skręcając w lewo, w stronę swojego apartamentu. Wszedł najciszej jak
potrafił i ruszył do sypialni przez chwilę rozkoszując się zapachem Gabrielle. W
ciemniej sypialni panował półmrok. Zapalona była tylko jedna lampa stojąca na
komodzie. Mimo to jego wampirzy wzrok od razu zlokalizował kobiecą sylwetkę na
ogromnym łożu stojącym naprzeciwko wejścia do sypialni.
Dzięki więzi krwi, poczuł w sobie
spokojne tętno Gabrielle zanim jeszcze ją zobaczył. Leżała na boku z ręką
ukrytą w gęstwinie czerwono rudych loków. Miała na sobie ciemnozieloną
aksamitną koszulę nocną na cienkich ramiączkach. Jedno z nich zsunęło się z jej
gładkiego ramienia, jeszcze bardziej odsłaniając dekolt. Lucan syknął przez
zaciśnięte zęby. Kły wysunęły mu się z dziąseł, a źrenice zwęziły w pionowe
szparki wskutek podniecenia. Kobieta poruszyła się delikatnie.
Lucan zachwycał się przez dłuższą
chwilę jej pięknem, wodząc wzrokiem po jej słodkiej twarzy i seksownym ciele.
Widząc ją w końcu po dwutygodniowej rozłące, uzmysłowił sobie jak cholernie za
nią tęsknił. Oparł się dłońmi o słupki baldachimu łóżka. Drewno delikatnie
zaskrzypiało. Gabrielle obróciła głowę i rozchyliła delikatnie powieki. Lucan
zaklął w myślach, widząc że ją zbudził.
- Lucan? – szepnęła zachrypniętym
od snu głosem.
Mówiąc to, rozwarła szeroko
powieki i pisnęła cicho z zaskoczenia. Po chwili rzuciła mu się na szyję,
przyciskając twarz w zagłębienie jego szyi i oplatając go w pasie udami. Lucan
zachichotał, obejmując ją mocno.
- Wróciłem, kochanie – wymruczał,
zanurzając twarz w jej rudych włosach. Zakręciło mu się w głowie od jej
jaśminowego zapachu. Członek zaczął mu boleśnie pulsować.
Ciałem Gabrielle wstrząsnął
dreszcz i po chwili poczuł na szyi wilgoć.
- Skarbie, czemu płaczesz? –
spytał zaniepokojony.
Odchylił delikatnie jej głowę i
ujął jej podbródek. Spojrzała na niego swoimi pięknymi jasnozielonymi oczami,
wypełnionymi teraz łzami. Starł kciukiem jedną z łez, która spłynęła po jej
zaróżowionym policzku.
- Tak strasznie tęskniłam i
martwiłam się o ciebie – szepnęła łamiącym się głosem.
Ujęła obiema rękami jego twarz i
przycisnęła swoje miękkie usta do jego ust. Rozchyliła wargi i zaczęła wodzić
językiem po jego ustach. Lucan zamruczał głośno, odpowiadając gwałtownie swoim
językiem. Obrócił się i usiadł na łóżku, usadawiając sobie Gabrielle na
kolanach. Chwycił ją za biodra i przycisnął do siebie, całując gorąco. Jęknęła
rozkosznie i naparła kroczem na twardą wypukłość w jego spodniach. Po chwili
zaczęła poruszać się na nim w rytm tańca ich języków.
- Kochanie – syknął Lucan,
odsuwając się od niej na kilka centymetrów. – Chcesz żebym doszedł w ten
sposób?
Gabrielle zachichotała, mrużąc
filuternie powieki. Miała zaróżowione policzki i nabrzmiałe usta. Oczy jej
błyszczały, jednak tym razem nie od łez, a z podniecenia. Lucan uśmiechnął się,
odsłaniając czubki ostrych kłów. Jego oczy jarzyły się w półmroku bursztynowym blaskiem.
Gabrielle odchyliła mu głowę na bok i przycisnęła gorące usta do jego szyi.
- O kurwa… - jęknął Lucan,
spinając mięśnie całego ciała.
Poczuł rozkoszne mrowienie w
jądrach. Gabrielle sunęła koniuszkiem języka od ucha do obojczyka. Zaczęła
rozpinać czarną koszulę, którą miał na sobie, ukazując dermaglify, mieniące się
teraz w kolorach złota, purpury i indygo. Zdradzały jego głód i podniecenie.
Wsunął palce pod cienkie
ramiączka koszuli nocnej Gabrielle i zsunął je z jej ramion, uwalniając jej
krągłe piersi. Patrzył z zachwytem jak jej sutki zaczynają twardnieć. Dotknął
jednego z nich i delikatnie ścisnął. Usłyszał stłumiony jęk Gabrielle. Jeszcze
mocniej na niego naparła biodrami. Drugą rękę przesunął na jej podbrzusze i
podciągając materiał, odsłonił jej nabrzmiałą łechtaczkę. Gabrielle westchnęła
i przycisnęła usta z powrotem do jego warg. Zdjęła z niego koszulę, nie
przerywając pocałunku. Lucan dotknął delikatnie jej warg sromowych.
- Jesteś taka mokra – szepnął w
jej usta.
Gabrielle jęknęła w odpowiedzi,
gdy zaczął ją pieścić palcami. Lucan poczuł jej gorącą, pulsującą w żyłach
krew. Minęły dwa tygodnie od kiedy z niej pił. Był spragniony jej ciała i
życiodajnej krwi.
- Tak… bardzo… - szeptała między
pocałunkami - za tobą… tęskniłam…
Oparła się na kolanach i
podniosła wyżej. Lucan skorzystał z okazji i wsunął sobie do ust jej różowy
sterczący sutek. Gabrielle zajęczała głośno i wstrząsnął nią dreszcz rozkoszy.
Poczuł na jej ramionach gęsią skórkę. Po chwili pieścił językiem drugą pierś.
Gabrielle odchyliła głowę do tyłu i zaczęła kołysać biodrami, napierając coraz
mocniej na jego krocze.
- Lucan – westchnęła
niecierpliwie jego kobieta.
Pochyliwszy głowę, skubnęła
zębami skórę pod jego uchem. Sprawnie uwolniła jego twardą i naprężoną męskość
ze spodni. Lucan westchnął głośno, gdy Gabrielle zaczęła go pieścić. Czule
dotknął dłonią jej policzka i rozchylonych warg. Gabrielle pocałowała jego
palce i musnęła językiem skórę na przegubie, patrząc mu znacząco w oczy.
Lucan przysunął nadgarstek do ust
i przegryzł skórę kłami. Z niewielkiej rany powoli wypływała krew. Patrzył
zahipnotyzowany jak jego Dawczyni życia pochyla się i zaczyna pić z jego żyły.
Oboje westchnęli z rozkoszy. Krew partnerów była najsilniejszym afrodyzjakiem. I
Bez tego ich podniecenie sięgało zenitu, jednak po tym Lucan czuł, że zaraz
eksploduje. Pieścił drugą ręką wilgotne i śliskie krocze Gabrielle, która
pojękiwała słodko, nie przestając ssać.
Nagle Gabrielle wsunęła głęboko w
siebie jego twardy i pulsujący członek. Oboje krzyknęli z rozkoszy. Lucan poczuł
jednocześnie ulgę jak i udrękę. Miał ochotę rzucić Gabrielle na łóżko i ją
ostro zerżnąć. Zacisnął pięści, powstrzymując się przed tym z całych sił.
Gabrielle westchnęła głośno, odrywając usta od jego nadgarstka. Jej wargi były
czerwonawe od jego krwi. Zaczęła delikatnie kołysać się na jego biodrach,
przyprawiając go do szaleństwa tym zmysłowym tańcem.
Szybkim ruchem zdjęła koszulę
nocną przez głowę, odsłaniając w pełni swe piękne, nagie ciało. Lucan westchnął
z zachwytu, popatrzył na nią z czcią i przyciągnął jej usta do swoich. Całował
ją głęboko i czule, gładząc jednocześnie jej jedwabistą skórę ramion, pleców i
pośladków. Gabrielle poruszała się na nim nieprzerwanie, wzdychając głośno.
Czuł jak mięśnie jej pochwy zaciskają się na jego pulsującym penisie.
Jego wzrok wylądował na jej szyi,
tam gdzie pod delikatną skórą pulsowała tętnica. Wciągnął głęboko w płuca jej
erotyczny zapach i lekko miedzianą cierpkość krwi, która zabarwiała jej piersi
i zaróżowiła bladą skórę na szyi i twarzy. Poczuł, jak do ust napływa mu ślina.
Pocałował ją w znamię Dawczyni życia, znajdujące się tuż pod lewym uchem.
Delikatnie musnął skórę kłami, a Gabrielle jęknęła przysuwając mu ochoczo
szyję.
Otworzył usta i zatopił kły w jej
gardle.
- O boże… - westchnęła,
zanurzając palce w jego włosach.
Jej krew wypełniała mu usta.
Cudownie słodka i gorąca, niezwykła. Lepsza niż wszystko, co mógł sobie
wyobrazić. Ten życiodajny nektar spływał po jego gardle, budząc w nim bestię.
Czuł jak Gabrielle drży z rozkoszy i niewiele brakuje jej do spełnienia. Sam
był już na skraju wytrzymałości.
Przełknąwszy ostatni łyk,
przesunął językiem po rance, by się zasklepiła. Warknął cicho, chwycił
Gabrielle za biodra i nie wychodząc z niej, obrócił ją plecami na łóżko, a sam
znalazł się nad nią. Splótł palce obu dłoni z jej palcami i przycisnął je do
łóżka. Kobieta westchnęła z zaskoczenia, a po chwili westchnienie przeszło w
długi i przeciągły jęk, gdy Lucan wbijał się w jej miękkie i wilgotne wnętrze.
- O tak – dyszała. – Lucanie… Nie
przestawaj…
Obserwował jak jej piersi
rozkosznie się kołyszą, wsuwając się w nią głęboko i szybko. Patrzyła na niego
spod przymkniętych powiek i jęczała głośno z rozkoszy. Była taka bezbronna,
taka delikatna. Oddawała mu się w pełni. Ufała mu bezgranicznie. Widział
ogromną miłość w jej spojrzeniu.
- Kocham cię, Lucan – szepnęła
drżącym głosem jakby czytała mu w myślach. – Tak bardzo cię kocham…
Gabrielle objęła jego spocone
plecy i wysunęła biodra na jego spotkanie. Poczuł jak mięśnie jej pochwy zaczynają
pulsować, zwiastując zbliżający się orgazm. Czuł też jak wzbiera w nim wytrysk.
- A ja kocham ciebie, Gabrielle –
zamruczał, pieszcząc językiem jej usta i tłumiąc przy tym jej jęk.